wtorek, 12 lutego 2013

Subiektywna ocena marek piór wiecznych - część 1

Jestem miłośnikiem piór wiecznych od kilkudziesięciu lat.
Zakochałem się w nich wtedy, kiedy po okresie pisania (a w zasadzie mazania) piórem marki Zenith, po kilkakrotnym zalaniu atramentem wypływającym z pióra książek i zeszytów,  mama "wyczarowała" spod lady pióro chińskie marki Hero.

Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że jest to udana podróbka pióra Parker. Pióro chińskie było ładne, nie skrobało kartek, nie rozlewało atramentu i ładnie się nim pisało (o ile pamiętało się o podstawowych zasadach). Miało oczywiście swoje wady, ale dla mnie to był szczyt marzeń.

Piór używam do dziś i muszę powiedzieć, że nie wyobrażam sobie pisania (podpisywania) długopisem, cienkopisem czy czymś równie obrzydliwym.
Często obserwowałem na ważnych spotkaniach, jak ważne persony posługują się rozlatującym plastykowym długopisem, często z idiotycznym nadrukiem reklamowym.
Ale widziałem równie często ludzi z klasą, właścicieli dużych firm, którzy posługiwali się znakomitymi piórami, pieczołowicie przechowując je w wewnętrznej kieszeni marynarki lub zamknięte w teczce, zabezpieczone przez gustowne etui.
Pewien biznesmen, budujący w Polsce znane markety, Polak żydowskiego pochodzenia mieszkający od lat w Niemczech zaimponował mi szczególnie, gdy wyjął śliczne pióro marki Mont Blanc warte kilkanaście tysięcy złotych, składając podpis na ważnej umowie.
Tak, po takich drobiazgach poznaje się klasę człowieka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz